Maciej Chłopek potwierdza regułę , że utrata wzroku może rozwinąć postrzeganie pozazmysłowe. Utrata wzroku spowodowała w tym przypadku rozwinięcie zdolności widzenia niewidzialnego, umiejętność dostrzegania ukrytych głęboko – w na pozór zdrowym ciele- pierwszych oznak choroby. Maciej Chłopek jest terapeutą i posiada zdolności jasnowidzenia ciała energetycznego oraz przepływy energii. W swojej praktyce stosuje psychoterapię, bioterapię, pomaga pacjentom odzyskać radość życia. Nasze ciało to nie tylko ciało fizyczne, ale też ciało energetyczne. Powłoka magnetyczna jest skórą dla wewnętrznego ciała energetycznego. Wszystkie zmiany zachodzące w organizmie są poprzedzone zmianami w ciele energetycznym, a dostrzec je może jedynie osoba obdarzona darem jasnowidzenia- widzenia przepływu energii tak zwanym „ Trzecim okiem”. -Możliwość widzenia ciała energetycznego człowieka wykorzystuję w uzdrawianiu – mówi Maciej Chłopek. Widzę zmiany w ciele energetycznym dużo wcześniej, niż one dadzą o sobie znać w postaci fizycznego bólu czy zmian w badaniach diagnostycznych. Maciej Chłopek przekazując energię uzdrawiającą osobie chorej oczyszcza i otwiera wszystkie kanały energetyczne. Bardzo ważne jest to, że widząc przepływ energii jest on w stanie kontrolować ile jej przekazuje pacjentowi. Maciej Chłopek ma również dar widzenia selektywnego, może widzieć sam układ kostny, układ krwionośny oraz poszczególne narządy. Predyspozycja ta jest mu przydatna do diagnozowania pacjentów. -Widzę sylwetkę stojącego przede mną człowieka w kolorach- mówi terapeuta.- W zależności od koloru poszczególnych części ciała mówię o ich dolegliwościach. Dlatego, kiedy przychodzi do mnie pacjent, nie potrzebuję od niego wskazówek jakie ma dolegliwości gdyż wystarczy, że się skoncentruję patrząc na osobę i już wiem, co jej dolega. Potrafię także wskazać przyczynę tych dolegliwości. W swojej praktyce Maciej Chłopek stosuje różne metody uzdrawiania. Jego zdaniem, większość naszych dolegliwości jest spowodowana nieodpowiednim trybem życia. Dlatego oprócz oczyszczania i odblokowania kanałów energetycznych uczy również prawidłowego oddychania, które jest bardzo istotne do prawidłowego dotlenienia organizmu. Prawidłowe oddychanie jest pomocne przy takich schorzeniach jak zaburzenia krążenia, zaburzenia trawienne, zmiany w układzie oddechowym oraz wyczerpanie nerwowe. Praca terapeuty nie polega na robieniu cudów- wyjaśnia Maciej Chłopek.-Poprzez przekazywanie energii przywracam funkcje samoregulujące organizmu. W ten sposób wzmocniony organizm pokonuje nasze dolegliwości. Ale do tego potrzebna jest współpraca pacjenta, który powinien dostosować się do zaleceń terapeuty. Już po pierwszej wizycie następuje lepsze samopoczucie. W praktyce Macieja Chłopka były przypadki, kiedy po pierwszym seansie terapeutycznym nastąpiła duża poprawa, np., trzyletnie dziecko dotychczas nie potrafiące samodzielnie ustać na nogach- chodzi trzymając się za krawędzie ław i kanap, a po kolejnych dwóch zabiegach samodzielnie zaczęło chodzić. -Druga wizyta następuje najczęściej po tygodniu- mówi Maciej Chłopek- ponieważ daje mi to możliwość oceny samoregulacji organizmu i odporności na bodźce zewnętrzne. W trakcie tej wizyty obserwuję ciało energetyczne pacjenta i wiem, na co ma zwrócić uwagę w swoim codziennym życiu. Często pacjenci pytają ile zabiegów potrzeba, aby dolegliwość ustąpiła. Na takie pytanie jest trudno odpowiedzieć- mówi Maciej Chłopek. – Ponieważ każdy przypadek jest indywidualny, ta sama dolegliwość u dwóch różnych pacjentów ustąpić może w różnym czasie, na przykład u jednego po 2-3 zabiegach, u innego po 5-6 . W książce pamiątkowej terapeuty jest wiele wzruszających wpisów od osób, które nie mogąc poradzić sobie z chorobami, w trudnych chwilach rozpaczy uzyskali pomoc od Macieja Chłopka. „ ... Maciej uzdrowił moją chorą niepokorną duszę...”- pisze jedna z pacjentek. „ ... Od pierwszej wizyty syn nie bierze leków choć od 13 lat leczył się na alergię”- pisze matka syna. „ Po pierwszej wizycie mąż odstawił kule” – brzmi następny wpis. 

Maciej Chłopek współpracuje również z wieloma specjalistami medycyny naturalnej, których fachowość ceni ogromnie. Sam mając do nich wiele zaufania – w razie potrzeby poleca ich nazwiska swoim pacjentom.

Naprawdę poczułam się nieswojo. Siedział przede mną miły mężczyzna, przed nim stała filiżanka świeżo zaparzonej herbaty i spokojnym, opanowanym głosem opisywał stan moich wewnętrznych narządów. Nie było dużych rewelacji – każdy po trzydziestce ma prawo mieć mały śmietnik w wątrobie czy ”coś na żołądku”. Oczywiście to było trochę krępujące, kiedy pan Maciej zastanawiał się głośno, co może oznaczać pozioma kreska na brzuchu, ale cóż – sama poprosiłam o diagnozę. Moja operacja sprzed lat najwyraźniej nie była dla niego tajemnicą. Inne informacje, które uzyskałam podczas tej krótkiej rozmowy zachowam dla siebie. A zachowam dlatego, że były trafne. Jako sceptyczka, nie poddaję się łatwo. Słyszałam już co prawda wcześniej entuzjastyczną relację pacjentki pana Macieja o jego uzdrawiającej mocy. Ta młoda kobieta chorowała na sarkoidozę, chorobę nieuleczalną. Polega ona na postępującym włóknieniu płuc. W zaawansowanym stadium choroby człowiek nie może oddychać i po prostu się dusi. Lekarze chcąc powstrzymać postęp choroby u pacjentki zastosowali kurację sterydami. Niestety kobieta znosiła kurację bardzo źle, utyła, ponadto okazało się, że jest na sterydy uczulona. Kurację trzeba było przerwać. Wtedy trafiła do pana Macieja. Po zabiegach bioenergoterapeuty nastąpiła tak wyraźna poprawa, że zdecydowała się ponowić badania. Ku zaskoczeniu lekarzy wyniki były świetne. Ani śladu choroby. Ale relacja relacją, a ja chciałam być pewna. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Bardzo nie w porę - skrzywiłam się do siebie. Do gabinetu wkroczyła Joanna. Już od progu oświadczyła, że czuje się fatalnie i sama nie wie jak sobie z tym zdrowiem poradzić. Oczy mi zabłysły – akurat jest u nas pan Maciej Chłopek, znany bioenergoterapeuta – poinformowałam Joannę półgłosem – na pewno zgodzi się ciebie obejrzeć i coś ci doradzi. Stałyśmy w ciemnym przedpokoju. -Panie Macieju – zawołałam – czy nie obejrzałby pan znajomej? Źle się czuje. Pan Maciej lekko odwrócił się w naszą stronę – powinna zmienić dietę i zrobić coś z nadwagą, wydaje mi się, że z wątrobą też nie jest najlepiej. Joanna westchnęła z rezygnacją - No tak, każdy kto na mnie spojrzy od razu tak mówi. A cholesterol mam okropnie powyżej normy. Tylko że pan Maciej jest praktycznie niewidomy – poinformowałam ją scenicznym szeptem – nie mógł na ciebie spojrzeć. Joanna postała przez chwilę jak wmurowana. I poszła. Nadal zamurowana. Bez słowa. Wróciliśmy z panem Maciejem do rozmowy. Jak każdy, byłam ciekawa jak to się dzieje, że niemal niewidzący człowiek może prześwietlić drugiego i obejrzeć jego ciało od środka. To zaczęło się jeszcze na studiach – wyjaśnił pan Maciej. Moja wada wzroku zaczęła się pogłębiać w szybkim tempie, lekarze byli bezradni. A ja zauważyłem, że moje zmysły się wyostrzają. Nieoczekiwanie, podczas rozmowy z kimś zaczynałem widzieć jego organizm wraz z wewnętrznymi narządami i to w różnych barwach. Jasne, pastelowe, nie budziły mojego niepokoju, natomiast kiedy widziałem kolory ciemne, jakby brudne, podejrzewałem jakąś chorobę lub przynajmniej skłonność do zachorowania u tej osoby. Moje spostrzeżenia okazywały się trafne na tyle często, że zrozumiałem, iż nie mogę tego daru traktować jedynie jako ciekawego zjawiska. Zacząłem intensywnie pogłębiać swoją wiedzę z zakresu anatomii i bioenergoterapii. Okazało się, że nie tylko mogę widzieć chore narządy i tkanki. Mogę także przekazywać w chore miejsca uzdrawiającą energię. Przez lata mojej praktyki jako bioenergoterapeuty wiele osób uniknęło choroby, wyzdrowiało lub przynajmniej ograniczyło branie leków. Część z moich pacjentów przekazało mi relacje ze swojego procesu dochodzenia do zdrowia. To dla mnie bardzo ważne mieć potwierdzenie od zainteresowanych, że faktycznie pomogłem. Kiedy pracuje się energią, której nie widać, a jej przepływ czują przecież nieliczni, zawsze człowiek porusza się w niezbadanych obszarach. Jednak przykłady ludzi, których stan zdrowia się poprawił, pomimo że podczas zabiegów nic nie czuli – co wyklucza w dużym stopniu tzw. efekt placebo – to dowód na działanie uzdrawiającej energii. Chciałabym zobaczyć te relacje – poprosiłam. Pan Maciej Chłopek wręczył mi zeszyt z wieloma wpisami. Znalazłam wśród nich i ten o sarkoidozie i wiele innych. Największe wrażenie zrobiła na mnie relacja napisana przez pacjentkę, która przez rok leżała w śpiączce po wypadku samochodowym i urazie głowy. Dziewczyna miała 24 lata. Lekarze nie robili rodzinie żadnej nadziei. Myślano nawet o umieszczeniu jej w tańszym szpitalu ze względu na bardzo wysokie koszty utrzymywania jej przy życiu – cierpliwość amerykańskiego towarzystwa ubezpieczeniowego była na wyczerpaniu. Tam czekałaby po prostu na śmierć. Po kilku wizytach pana Macieja chora zaczęła poruszać rękami i nogami, otworzyła oczy.. Obecnie porusza się o własnych siłach i ma kontakt z otoczeniem. Następny wpis dotyczy pięciu mięśniaków. Po zabiegach bioenergoterapeuty znikły i kobieta uniknęła zaplanowanej operacji. Znalazłam też wpisy zaczynające się od słów „Będąc dotychczas przekonany o swojej odporności na wszelkie wpływy bioenergetyczne, magnetyczne itd. zostałem przekonany do całkowitej zmiany poglądu”. Zamyśliłam się głęboko. Treść wpisów podopiecznych pana Macieja doprowadziła mnie do następującej refleksji - ile cierpienia można zaoszczędzić dając sobie szansę na skorzystanie z czegoś, czego nie jesteśmy w stanie pojąć. A przy okazji – czy ktoś naprawdę wie, jak działa aparatura medyczna? Zwykły aparat rentgenowski, czy USG? Nie rozumiemy, ale wierzymy w ich działanie. To samo dotyczy leków, które karnie bierzemy, nie znając ich składu. Bioenergoterapia nie daje efektów ubocznych, nie można jej przedawkować. Jest najmniej inwazyjnym sposobem uzdrawiania jaki znam. 


Hanna Nikodemska

Wpisy Pacjentów

© 2017 Maciej Chłopek